Wywiad z Elżbietą Gapińską, Przewodniczącą Rady Miasta Płocka 

radna

- Mija właśnie pół roku od wyboru Pani na funkcję Przewodniczącego Rady Miasta. Jak z tej perspektywy ocenia pani obecną Radę Miasta Płocka?

- Biorąc pod uwagę, że w wyniku wyborów samorządowych w Płocku nastąpiła zmiana władzy wykonawczej, czyli Prezydenta Miasta, Rada Miasta Płocka pracuje spokojnie i w miarę zgodnie. Taka też jest moja wizja funkcjonowania samorządu. Zdecydowanie wolę współpracę od sporów. Tak też staram się kierować pracami Rady.

- Na początku kadencji wydawało się, że będzie to bardzo nudna czterolatka samorządu. Większość uchwał radni przegłosowywali jednogłośnie. Nie słychać było kłótni i sporów.

- I bardzo dobrze. Kłótni i sporów politycznych mamy wystarczająco wiele w parlamencie oraz w mediach. Natomiast lokalnie wszyscy radni mają ten sam główny cel – rozwój Płocka i zadowolenie jego mieszkańców. Ulice, kanalizacje, wodociągi czy przedszkola nie mają etykietek partyjnych. Są naszą wspólną sprawą. I wszystkim nam powinno zależeć na sprawnym funkcjonowaniu miasta.

- Czy zdarza się, że przebieg sesji i wynik głosowań radni uzgadniają przed sesjami Rady Miasta?

- Każdy radny pracuje przynajmniej w dwóch komisjach merytorycznych. Tam też omawiane są projekty wszystkich uchwał oraz inne materiały przygotowywane przez Prezydenta. Radni pytają, a urzędnicy wyjaśniają ewentualne wątpliwości. Niezależnie od tego każdy z radnych funkcjonuje w klubach. W obecnej kadencji płockiej Rady mamy pięć klubów radnych: klub Prawa i Sprawiedliwości, klub Platformy Obywatelskiej, klub SLD, klub PJN i klub Nasz Kraj. Gdy radni podejmują decyzje personalne, dotyczące np. wyboru prezydium Rady Miasta czy przewodniczących i wiceprzewodniczących poszczególnych komisji, staram się doprowadzić do konsensusu pomiędzy wszystkimi klubami. Nie wyobrażam sobie, żeby niektórzy radni byli politycznie izolowani. Cieszę się, że na razie udaje się osiągać ogólne porozumienie w tych sprawach. Wspólnie kluby porozumiały się co do obsady funkcji przewodniczących i wiceprzewodniczących poszczególnych komisji w taki sposób, żeby żaden z klubów nie czuł się dyskryminowany. I chociaż mam świadomość, że niektórzy dziennikarze są zawiedzeni spokojnym przebiegiem sesji, uważam że właśnie tak powinniśmy pracować w naszym „małym parlamencie”.

- A jak wygląda praca Prezydium Rady Miasta?

- W Prezydium oprócz mnie zasiadają trzej Wiceprzewodniczący Rady Miasta: Artur Jaroszewski z klubu PO, Tomasz Korga z klubu PiS i Wojciech Hetkowski z klubu SLD oraz Sekretarz Rady Tomasz Maliszewski (PO). I tutaj również, mimo różnorodności poglądów, współpraca układa się bardzo dobrze i na wysokim poziomie kultury politycznej.

- Po raz pierwszy w historii płockiego samorządu funkcję Przewodniczącego Rady Miasta pełni kobieta. Jak się Pani odnajduje w tej roli?

- Nie widzę w tym najmniejszych problemów. Płeć kompletnie nie ma tu znaczenia. Funkcję Przewodniczącego Rady Miasta nie sprawuje się „kobieco” lub „męsko”, tylko dobrze albo źle. Staram się wykonywać ją jak najlepiej. Ocenę mojej pracy zostawiam innym.

- Niektórzy obserwatorzy płockiej polityki zastanawiali się pół roku temu, jak Pani sobie poradzi z wyzwaniem, jakim jest zarządzanie 25-osobową Radą Miasta. Tym bardziej, że poprzedni przewodniczący, pan Tomasz Korga, dosyć wysoko zawiesił pani poprzeczkę. Po kilku miesiącach panuje powszechne pozytywne zaskoczenie sposobem, w jaki pani Przewodnicząca kieruje Radą.

- Miło mi to słyszeć. Ale nie ukrywam, że doświadczenie życiowe, zarówno zawodowe jak i samorządowe sprawia, że czuję się dobrze przygotowana do pełnienia zaszczytnej roli przewodniczenia Radzie Miasta Płocka. Jednak oprócz przygotowania merytorycznego ogromną rolę odgrywa tu ciężka, bieżąca praca.

- Praca radnego, w tym również Przewodniczącego Rady Miasta, to funkcja społeczna. Ile czasu zajmuje Pani ta działalność?

- Jak większość radnych jestem człowiekiem czynnym zawodowo. Mam swój zawód, swoją pracę. Niezależnie od tego można powiedzieć, że mam drugi „społeczny etat” w Ratuszu. Niemalże codziennie kilka godzin poświęcam obowiązkom Przewodniczącej Rady. Przygotowywanie i podpisywanie dokumentów, organizacja pracy Rady, uzgodnienia z klubami oraz z urzędnikami – to tylko część moich zajęć. Do tego dochodzą liczne obowiązki reprezentowania Rady Miasta na różnych spotkaniach np. z Radami Osiedla czy instytucjami rządowymi, samorządowymi lub organizacjami społecznymi.

- Jak to wszystko pani godzi z obowiązkami domowymi?

- Na szczęście mam wyrozumiałego męża i dorosłe już dzieci. Zarówno syn, jak i córki, pokończyli już studia, pracują i mieszkają poza domem rodzinnym. Nie są więc bezpośrednio uzależnieni od mojej bytności w domu. Ale gdy nas odwiedzają, staram się być z nimi.

- Pamiętam, jak na pierwszej sesji Rady obecnej kadencji radny Jaroszewski, zgłaszając Pani kandydaturę na Przewodniczącą Rady Miasta Płocka, argumentował, że po pierwsze zdobyła pani najwięcej głosów spośród wszystkich płockich radnych, a po drugie, jest pani nietypowym politykiem. Nietypowym, gdyż najpierw realizowała się pani zawodowo i rodzinnie, a dopiero potem zaangażowała się politycznie. To naprawdę rzadko spotykana ścieżka kariery.

- W mojej ocenie tak właśnie powinny toczyć się losy polityków. Praca i dom powinny być niezależne od ewentualnej aktywności politycznej. Pokaż, na co cię stać zawodowo, rodzinnie, społecznie, towarzysko, daj się poznać od tej strony znajomym i sąsiadom, a dopiero wówczas, jeśli czujesz takie powołanie, uczciwie angażuj się w działalność polityczną. Odwrotna kolejność to niestety czyste karierowiczostwo i pusty marketing. Podobnie jak częste zmiany poglądów i przynależności partyjnej.

- A jak to było w przypadku Pani partyjności?

- Platforma Obywatelska jest moją pierwszą i zapewne ostatnią partią w życiu. Jestem jedną z założycielek PO w Płocku. Wcześniej byłam bezpartyjna. Ale, żeby nie było wątpliwości, nie uważam, że przynależność partyjna jest jakimkolwiek miernikiem wartości człowieka. Uczciwość, prawość, kompetencje czy pracowitość są dużo ważniejsze.

- Co uważa Pani za najważniejsze sprawy dla Płocka w obecnej kadencji samorządu?

- To, co najważniejsze, wykracza zdecydowanie poza jedną kadencję. Musimy wspólnym wysiłkiem zadbać o zdecydowaną poprawę infrastruktury komunikacyjnej w Płocku i wokół niego. A jest na to ogromna szansa. Kilka miesięcy temu na szczeblu rządowym przyjęto program Polska 2030. Jest to kierunkowy dokument, w oparciu o który realizowane będą inwestycje drogowe i kolejowe w Polsce przez najbliższe 20 lat. Zawarte w nim zapisy po raz pierwszy od wielu lat dają szansę na rozwój naszego miasta. Około roku 2020 przez przedmieścia Płocka przebiegać będzie autostrada Warszawa-Toruń, a około roku 2030 przez Płock kursować będzie Kolej Szybkich Prędkości na linii Warszawa-Toruń-Gdańsk. Będą to inwestycje centralne, ale musimy wspólnie ich pilnować. Lokalnie musimy w ciągu kilku lat zbudować dwie obwodnice: północno-zachodnią (łączącą Maszewo ze Słupnem) oraz północną (wyprowadzającą ruch tranzytowy na północ od ronda Wojska Polskiego na Podolszycach). Poza tym bardzo ważną sprawą dla Płocka jest utworzenie Uniwersytetu. Stać na to było Zieloną Górę, Rzeszów, Olsztyn, Opole czy Siedlce, Płock również powinien do tego dążyć. Na bazie już istniejących uczelni jest to realne. Jak ważny dla rozwoju i integracji miasta, w tym dla aktywizacji jego mieszkańców, jest ośrodek uniwersytecki nie trzeba tłumaczyć. Ale musi to być wspólną sprawą płocczan, niezależnie od opcji politycznych.

- Wspomniała Pani o aktywizacji mieszkańców. A co z Radami Osiedli? W poprzedniej kadencji podjęto działania faktycznie zmierzające do ich likwidacji. Pamiętam, że klub radnych PO, i Pani również, protestowaliście przeciwko temu. Czy teraz, gdy zmienił się układ sił w Radzie Miasta, naprawicie to?

- Jestem przekonana, że tak. Przygotowuję już projekt zmiany ordynacji wyborczej do Rad Osiedli, w którym planujemy wykreślić kuriozalny próg frekwencji 8%, wymagany dla ważności wyboru Rad poszczególnych Osiedli. Rady Osiedli to jednostki pomocnicze lokalnego samorządu, funkcjonujące najbliżej mieszkańców. To właśnie tam jest najwięcej społecznikostwa, a najmniej polityki. I dlatego nie wolno nam utrudniać aktywności tym, którzy chcą poświęcać swój czas na społeczną pracę na rzecz osiedli i ich mieszkańców. A jeśli ich jest mało, to należy im się tym większy szacunek.

- Dziękuję za rozmowę.

 

(Rozmawiał A.W.)